czwartek, 9 lipca 2015

O mojej samotności

Hej kochani!
Okazało się, że jutro wyjeżdżam na 2 tygodnie i postanowiłam nie pozostawiać Was bez wpisu informującego Was o tym. Przez ten czas nie będę wchodzić na mojego bloga, a także na Wasze blogi. Tak zrobię sobie taki mały urlop;)

 Niedawno znalazłam bloga Natalii:ludziesamotni.blogspot.com , który bardzo mnie zainteresował, a przy tym też zainspirował do napisania tego posta. Na tym blogu nie chciałam Was męczyć moimi problemami, miał być pozytywny, ale poczułam, że muszę z siebie wyrzucić to co dręczy mnie od podstawówki.

 W podstawówce można powiedzieć, że cały czas siedziałam w kącie. Faktycznie miałam tam jakieś „przyjaciółki’’, ale na przerwach nie zbyt często z nimi gadałam. Od czasu do czasu wymieniłyśmy kilka zdań, popisałyśmy na GG( później na FB), ale mimo tego czułam się sama. Mam oczywiście rodzinę, ale jest wiek kiedy rodzice nie wystarczają (chyba każdy o tym wie), rodzeństwa nie mam, a kuzynki mieszkają za daleko (uwierzcie za daleko). Nie wychodziłam nigdzie na dwór (no dobra był okres, że cały czas przebywałam na podwórku, ale nie trwał on długo).

 Nawet jeśli było chwilami tak, że rozmawiałam z koleżankami, wracałyśmy razem ze szkoły to kiedy potrzebowałam jakiejś pomocy, albo chciałam wyjść na dwór to pojawiały się problemy. Jakie? Nagle „przyjaciółki’’ musiały gdzieś wyjechać, albo nagle wszystkie były chore (mimo, że godzinę wcześniej wracałyśmy razem ze szkoły i było idealnie).

 W ostatniej klasie podstawówki wreszcie znalazłam przyjaciółkę, z którą się rozumiałyśmy. Najdziwniejsze było to, że ta dziewczyna w klasach 0-5 była moim wrogiem. Byłam przeszczęśliwa, że znalazłam kogoś na kim mogę polegać. Uwierzyłam, że marzenia się spełniają. Jedyny problem jaki mnie spotkał kiedy się z nią przyjaźniłam był, wcześniej już wspomniane, „przyjaciółki’’. To „niby” była moja wina, że się nie spotykałyśmy po lekcjach, że nie rozmawiałyśmy. Dlaczego? Według nich zmieniałam się i nie chciałam się z nimi spotkać. Nie za bardzo by mnie to interesowało, gdyby nie fakt, że zaczęły przeciw mnie nastawiać też innych. Na początku byłam na nie wkurzona, jednak później przestałam się tym martwić. Do końca roku szkolnego zostało mi zaledwie 3 miesiące, więc postanowiłam się nimi nie zamartwiać.
 Niestety nic nie trwa wiecznie.

 Moja przyjaciółka dostała się do lepszego gimnazjum i w szkole siedzi prawie cały dzień, a kiedy wraca do domu to uczy się do 2.00 w nocy. Nie rozmawiałyśmy już z sobą 2 lata i nie zapowiada się, żebyśmy się do siebie odzywały.

 No, ale  trafiłam do gimnazjum. Na wspaniałe dziewczyny i niezbyt wspaniałych chłopaków ( teraz idę do 3 klasy, a z większością chłopaków ja, a także inne dziewczyny nie zamieniłyśmy, ani słowa). Już od początku byłam bardzo rozgadana (co normalnie mi się nie zdarza), ale żeby nie było tak kolorowo przyczepiła się do mnie wychowawczyni. Co ma do tego wychowawczyni? Zaczęła mi zarzucać, że jestem za cicha i nieśmiała i wysłała mnie na socjoterapię, na którą chodzą osoby z nagannym, palące, itd. Tylko ja sama „nieśmiała”. Kiedy tam poszłam już na pierwszych zajęciach kobieta, która prowadziła socjoterapię, zaczęła mi wmawiać, że jeżeli nie będę chodziła na jej zajęcia to popełnię samobójstwo. Od tamtej pory już tam nigdy nie poszłam i jakoś nadal żyję.
 Właśnie skończyłam 2 klasę i mogę spokojnie ją podsumować. Powiem szczerze, że z dziewczynami z mojej klasy (a najbardziej takimi dwiema W. ;)) wspaniale się dogaduję. Nawet dzięki W. polubiłam w-f (ale o tym może w oddzielnym poście, jeżeli tylko będziecie chcieli:)). Jest tylko jeden problem.

 W ciągu roku szkolnego wychodziłyśmy na dwór, raz poszłyśmy na pizzę, na lody, raz na Rainbow Tea (miałyśmy tez pójść do Starbucks’a, ale nie wyszło:/). Niestety teraz w wakacje w ogóle się nie możemy spotkać. Ja nie chcę się narzucać, a one też nie dzwonią do mnie. Dlatego też całymi dniami siedzę w domu (no chyba, że od czasu do czasu wyjdę gdzieś z rodziną).
Teraz wyjeżdżam na wieś gdzie odpocznę siedząc całymi dniami na świeżym powietrzu, spotkam się z kuzynką, pojeżdżę na wycieczki rowerowe z mamą. Trochę odpocznę od tego życia w mieście, na szczęście.


 Ale się rozpisałam;) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam.


 Do zobaczenia 
Wasza Caroo♥

8 komentarzy:

  1. Czytalam kilka twoich postów i bardzo spodobał mi się Twój blog :D http://fioletowa4444.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) Dzięki, że wspomniałaś o mnie w blogu ;D Jak to czytałam to nie dowierzałam i musiałam przeczytać kilka razy ;D Dokładnie Cię rozumiem i cieszę się, że nie jestem sama ;) Dzięki temu możemy się wspierać i nie będziemy aż takie samotne :) Fajny post, i zdaję sobie sprawę, że dzięki wylaniu tego co czujesz poczułaś się lepiej. Wiem jak to jest :D Bardzo szybko czytało się ten wpis ;D Pozdrawiam :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam podobnie, ale z tego względu, że mieszkam w małym mieście i tutaj dla moich znajomych liczy się tylko alko i imprezy, więc daruje sobie takich znajomych, a czas poświęcam mojemu chłopakowi.
    16lipca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, chyba już każda nastolatka czy nastolatek ma te same problemy ;) no cóż, każdy chciałby mieć się komu wyżalić czy komuś po prostu zaufać. Ostatnio w swoim poście wspomniałam o tym,że to rodzina jest najważniejsza i tylko ona jest z nami na zawsze.
    Przyjaciel to musi być ktoś, komu naprawdę można zaufać, kto będzie nas wspierał i zawsze pomagał. Doceń te osoby, które masz przy sobie, wtedy Ci ulży i zapomnisz o tych, którzy nie są Ciebie warci. :))

    mackenziexox.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest wiele osób, które mają podobną sytuację jak ty :)) napisz do swoich koleżanek z gimnazjum czy wyjdziecie gdzieś czy coś :)) one pewnie tak jak ty nie chcą się narzucać. Ja zresztą też tak mam większość dziewczyn wyjechały a do innych trochę boję się napisać bo mają swoje życie i przyjaciół. Podejrzewam gdy kliknąłeś Opublikuj zeszła z Ciebie Wielka ulga :))
    yelloow-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest wiele osób, które mają podobną sytuację jak ty :)) napisz do swoich koleżanek z gimnazjum czy wyjdziecie gdzieś czy coś :)) one pewnie tak jak ty nie chcą się narzucać. Ja zresztą też tak mam większość dziewczyn wyjechały a do innych trochę boję się napisać bo mają swoje życie i przyjaciół. Podejrzewam gdy kliknąłeś Opublikuj zeszła z Ciebie Wielka ulga :))
    yelloow-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Współczuję ci wychowawczyni. A jak będziesz się nudzić to napisz do koleżanki, którą najbardziej lubisz i zapytaj o spotkanie. Nic nie masz do stracenia. :)
    Zapraszam http://ourownwooorld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam po części podobnie z jedną już byłą najlepszą przyjaciółką. Byłyśmy sąsiadkami kilka lat, byłyśmy po prostu nie rozłączne, chodziłyśmy do tej samej szkoły, tylko innych klas. W końcu ja się wyprowadziłam, na drugi koniec miasta, przez pierwszy rok jakoś nie było najgorzej, wychodziłyśmy razem. A potem całkowicie straciłyśmy kontakt, teraz to nawet się nie widujemy. Obserwujemy?

    http://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń